8 dzień
Ku naszej wielkiej radości, przeżyliśmy noc na tajemniczym parkingu wśród londyńskich lasów. Nikt nas nie okradł, nie sprzedał, krzywdy nie zrobił. Miejsce za dnia okazało się przyjaznym punktem startowym porannych spacerów londyńczyków z psami. Wstaliśmy, wyprostowaliśmy kości po kompaktowym składaniu naszych członków na siedzeniach w kancie. Nasz biedny kierowca vel Karpiu był tak zmęczony przemierzaniem angielskiej stolicy, że zasnął zanim dojechały do nas inne załogi. Umyliśmy zęby i dzielnie ruszyliśmy na łowy londyńskich outletów ;) Złowiliśmy dwie koszulki dla naszego kapitana i co najważniejsze obkupiliśmy się w tesco. Niesamowicie pyszne pączki i to 10 za 2 funty ;) masa chleba i maślane bułeczki, które jednak koło takowych nawet nie stały :) Z pełnymi brzuchami pączków- Konrad od razu pochłoną 5 ruszamy do Dover. Przybywamy na białe klify a tu niestety smutna wiadomość, nie możemy przełożyć rezerwacji jest 13 a nasz prom odpływa o 24. Nasze rozżalenie było tym większe że spotkanej przy odprawie załodze Rusty Red Ringo udało się kupić bilety i pozostawiając za sobą rdzawą smugę pozostawili nas na parkingu. Ile byśmy wtedy dali za te bilety... Jak na złość to nie koniec smutnych wiadomości- dojeżdżają do nas prudenter team z kompletnym brakiem ładowania- alternator poległ na polu walki. Cóż można powiedzieć, dzięki naszemu kapitanowi gotowemu na wszystko mamy takowy na stanie. Kilka godzin spędziliśmy na parkingu na wymianie alternatora i zjedzeniu ostatnich 3 jajek ugotowanych na twardo. Nie jesteśmy w stanie opisać jak bardzo docenia sie takie rzeczy :) Sukces osiągnięty- naprawa udana. Kulamy więc nasze bolidy na górkę gdzie piękny zamek - przybywamy o 17:45 zwiedzanie do 18 cóż... zwiedziliśmy klify, zeszliśmy okoliczne lasy i znowu wylądowaliśmy na parkingu ( czegoż innego można się spodziewać na złombolowym rajdzie ;) Po drodze dojeżdżają chłopaki z outsiders. Zjadamy kolejne kanapki napompowanego angielskiego chleba z resztkami tego co pozostało w naszym bagażniku. Niektóre z tych rzeczy tak straszne w smaku, że bez dużej ilości ketchupu się nie obeszło...Spotykamy coraz więcej polaków i znowu opowiadamy tą samą historię po co, dlaczego za ile itd. Wybija 22 ruszamy na prom zostawiając outsidersów, których prom odpływa o 10 rano. Na promie Polaków więcej iż jakiejkolwiek innej narodowości, cóż dziwnego nocna taryfa- najtaniej :)
31 07 2011 napisane przez: admin
0 komentarze