2 dzień
Dnia drugiego początki... bez własnych zamiarów obudziliśmy się o 6, noc z lekka nie przespana, ale energii i dobrych humorów nam nie brakuje. Kulamy nasze bolidy w stronę Niderlandów przemierzając niemieckie autobany :) zgadaliśmy się z prudenter team i trzymamy się razem, oni co prawda są nieco szybsi i mocniejsi, ale nie spuszczamy ich z oka. Zatrzymaliśmy się razem na jednym z parkingów dzielnie rozwiesiliśmy pałatkę miedzy naszymi kanciakami- deszcz nas dzisiaj nie oszczędza. Jak na porządnych polskich "turystów" przystało zachciało się mężczyznom bigosu i kilku gorących kubków, nie musieliśmy okazywać swojej zaradności jak podeszła do nas starsza Pani z Niemiec i niemalże bez pytania zabrała nasz czajniczek z wodą i ganek pełen bigosu i poszła go podgrzewać do swojego kampera. Wodę udało jej się zagotować czego jednak nie można powiedzieć o bigosie, który był z lekka letni no ale darowanemu koniowi... :) dziękujemy. Około 17 okolice Dortmundu mokre kanciaki mkną na zmianę na gazie tudzież benzynie na następny camping. Atmosfera w naszym bolidzie czasem gęstnieje, zarówno od gastrycznych perturbacji jak i stresu, gdyż nasz kapitan dopuścił do kierownicy Konrada i cały czas go poprawia, opiernicza, instruuje itd., i jak tu się ma biedak nie spinać ;) Kolejne kilometry pokonane dotarliśmy do Einhoven. Znalezienie campingu okazało się jednak w naszym przypadku mision impasible :) Krystyna z Garmina o raz Krzysztof z ..... od załogi prudenter Team chyba postanowili zrobić nam psikusa i nie pokazywali dobrej drogi. Ale kto pyta nie błądzi więc się udało. Co prawda camping położony na totalnym odludzi w towarzystwie sarenek Bambi :) owiec, lam i krów. Noc jak zawsze po chmielowej zupie upłynęła bezboleśnie.
25 07 2011 napisane przez: admin
0 komentarze