9 dzień
Każdy z nas odczuwa coraz większe zmęczenie, jest 9:41 a my od 3 w nocy jesteśmy w trasie. Krystyna z Garmina bezwzględnie rzuca nam wyzwania- jedź prosto 249 km- podejmujemy. Droga się dłuży każdy z nas myślami jest już w domu, kąpiel i własne łóżko wydają się spełnieniem najskrytszych marzeń. Po zjechaniu z promu skończyło nam się paliwo, a gazu w butli było już tylko wspomnienie, nie do końca wiemy jak dojechaliśmy do stacji- chyba napędzani siłą naszej chęci dotarcia już do Bielska. Na następnej stacji Czekolada dostała swoją dawkę oleju i ruszyliśmy dalej. W samochodzie już nie wiele mówimy, już nawet głupawki nie mamy. Przed nami jeszcze jakieś 1000 do 1100 km jeśli Konrad dalej będzie zapodawał własną interpretacje wskazówek Krystyny ;) Dzisiejszy dzień w skrócie można opisać tak- jedziemy, tankujemy, jedziemy, tankujemy lecą kilometry i leci euro z naszych portfeli :) Jest 14:30 do granicy z Polską zostało nam niecałe 400km. Omijamy Właśnie wielki korek i bocznymi drogami próbujemy jechać dalej. Dzisiejszy dzień dłuży sie nam prze okrutnie, w dodatku prawe cały czas pada, a jak nie pada to jest szaro i ponuro. Nawet naszym wycieraczkom nie podoba się taka pogoda i jedna z nich postanowiła odpaść, kolejny raz w niewytłumaczalny sposób nie odleciała w siną dal a została na masce. Całe szczęście bo polska ziemia przywitała nas ulewą i tak ma być do samego Bielska. Więc jesteśmy- granice przekroczyliśmy przed 21 w Bielsku powinniśmy być między 1 a w nocy. Złombol oficjalnie powoli dobiega końca... :( Mamy nadzieję, że uda nam się stawić na starcie przyszłorocznego. Już teraz wiemy, że nasz kanciak jest w stanie znieść wszystko nawet sześciokrotne okręcenie licznika. Nie straszne mu obce strony, strome podjazdy i ostre zakręty. Załoga się nie pozabijała i w zasadzie oprócz smrodku pozostawionego w kanciaku wrażenia mega pozytywne.
01 08 2011 napisane przez: admin
0 komentarze

nick:
mail: (opcjonalnie)

smile:

smilewinkwassattonguelaughingsadangrycrying

| Nie pamiętaj mnie