3 dzień
Dzień trzeci.
Zawinęliśmy się z campingu i w zaskakująco szybkim czasie znaleźliśmy się w Belgii. Prom mamy dopiero o 18 wiec wstąpiliśmy do Antwerpii. Miasto zachwycające, chrupiąc świeżą bagietkę i robiąc mnóstwo zdjęć w ekspresowym tempie przeszliśmy główne uliczki i plac. Muzeum Diamentów nieudało nam się zobaczyć ale posiadając taki brylant jak nasza czekoladowa kantara wszystko mogłoby nas jedynie rozczarować :) Ekipa kanciaka czekoladki- co powie ryba?? opuszcza stary kontynent jedynie celnik widząc nasz wehikuł ze zdziwioną miną zapytał "to the loch ness by this one" więc podążamy w stronę wyspy brzmi egzotycznie, bynajmniej toż to prawie sami swoi, nawet na promie p.s. buja całkiem sympatycznie ;)

Jedyne takie doznania, że bierzemy wszystkich z lewej strony funduje angielski ruch . Doświadczenie naszego kapitana ,a kierowcy dzisiejszego dnia, niezawodne, szybko i sprawnie dopasowaliśmy się do zastanych zasad lewostronnego prowadzenia bolidów. Można by powiedzieć, że wystawiamy kolejny raz swoim blogiem krytyczną ocenę Krystyny z Germina , może i dojechaliśmy w okolice campingu, ale pod czyjąś posesje. Old schoolowy look naszej kantary przyciągnął dobrotliwego anglika, który od razu zaproponował, że pokaże nam drogę do campingu- radośnie wykrzykując z auta ’’follow me, follow me”. Cały dobry humor popsuła cena campingu- 35 funciaków za trzy osoby, auto i namiot. Dzień zakończony jak zawsze integracją złombolowców.
25 07 2011 napisane przez: admin
0 komentarze

nick:
mail: (opcjonalnie)

smile:

smilewinkwassattonguelaughingsadangrycrying

| Nie pamiętaj mnie